Jeśli wpiszesz „ikigai" w wyszukiwarkę, zobaczysz cztery przecinające się koła: to, co kochasz, w czym jesteś dobry, za co ci zapłacą i czego potrzebuje świat. W samym środku, w małym polu przecięcia, ma czekać sens życia. Ten diagram jest świetny. Tylko nie pochodzi z Japonii.
Skąd wziął się słynny diagram
Cztery koła to pomysł europejski, który powstał kilkanaście lat temu przez połączenie japońskiego słowa z zachodnim wykresem o odnajdywaniu celu zawodowego. Chwycił, bo jest prosty, wygląda mądrze i pasuje do prezentacji.
Problem w tym, że sugeruje coś, czego japońskie ikigai nigdy nie obiecywało: że sens to jedno wielkie odkrycie, które trzeba znaleźć raz w życiu, najlepiej w okolicach trzydziestki, i że musi łączyć się z zarabianiem pieniędzy.
Ikigai po japońsku
Samo słowo składa się z iki (życie) i gai (wartość, powód). Najprościej: powód, dla którego wstajesz rano.
I tu zaczyna się różnica. Dla wielu Japończyków, których pyta się o ikigai, odpowiedzią nie jest misja życiowa ani kariera. Jest nią poranna kawa wypijana w ciszy, zanim obudzi się dom. Ogród. Wnuki. Rytuał, który powtarza się codziennie i codziennie ma sens.
Ikigai nie musi być wielkie. Musi być prawdziwe i musi być twoje.
To dużo lżejsza koncepcja niż nasza zachodnia „pasja, która zmieni świat i jeszcze na siebie zarobi". Lżejsza, ale wcale nie płytsza. Bo jeśli sens da się znaleźć w rzeczach małych i powtarzalnych, to znaczy, że jest w zasięgu ręki także wtedy, gdy w życiu akurat nic wielkiego się nie dzieje.
Dlaczego szukamy go w lesie
Pytania o sens mają jedną nieprzyjemną cechę: nie znoszą pośpiechu. Zadane między jednym mailem a drugim dają odpowiedzi gotowe, wyuczone, cudze.
Las robi dwie rzeczy, których nie zrobi żadna sala szkoleniowa. Po pierwsze, odbiera bodźce, którymi zwykle zagłuszamy ciszę. Po drugie, odbiera pośpiech, bo w lesie po prostu nie ma dokąd się śpieszyć. Zostaje pytanie i ty.
Na moich warsztatach nie ma flipcharta ani modelu do wypełnienia. Jest spacer, kilka pytań i sporo ciszy pomiędzy nimi. Odpowiedzi bywają zaskakująco konkretne, ale prawie nigdy nie są takie, jakich ludzie się spodziewali, przychodząc.
Trzy pytania na początek
Możesz zadać je sobie sam, dziś, na spacerze. Warunek jest jeden: nie odpowiadaj od razu. Daj każdemu pytaniu przynajmniej dziesięć minut chodzenia.
- Kiedy ostatnio straciłeś poczucie czasu? Nie „kiedy było ci miło", tylko: kiedy naprawdę nie zauważyłeś, że minęły dwie godziny.
- Co robisz, choć nikt cię nie ogląda i nikt za to nie płaci? To zwykle najuczciwsza część odpowiedzi.
- Gdyby jutro wszystko się udało, co konkretnie byłoby inaczej o siódmej rano? Sens najłatwiej rozpoznać po tym, jak zmienia zwykły dzień, a nie po tym, jak brzmi w rozmowie.
Sens jest czasownikiem
Najczęstszy błąd, jaki widzę u ludzi szukających swojego ikigai, to traktowanie go jak rzeczy zgubionej: gdzieś leży, trzeba tylko znaleźć właściwe miejsce i mieć szczęście.
A ikigai zachowuje się raczej jak czasownik. Powstaje w robieniu, nie w rozmyślaniu. Dlatego na warsztatach zawsze kończymy tym samym: nie deklaracją na całe życie, tylko jedną małą rzeczą do zrobienia w tym tygodniu. Wystarczy, że jest twoja.